Ceny wieprzowiny i wędlin na półkach sklepowych są wysokie, jednak nie ma to żadnego przełożenia na ceny oferowane rolnikom w skupach trzody chlewnej.

Według Głównego Urzędu Statystycznego ceny mięsa w 2017 r. w porównaniu do 2016 r. były przeciętnie wyższe o 4,8 proc., w tym mięsa wieprzowego o 8,6 proc., a wędlin o 4,5 proc. Trudno przyjąć takie dane do informacji gdy w skupach z tygodnia na tydzień notujemy wyłącznie spadki cen zakupu trzody chlewnej. Poprawa sytuacji jest przewidywana w następnych miesiącach, ale to dla rolników na razie odległa wizja. Do tego zwyżki w skupach to bardzo niepewny temat, przede wszystkim dlatego, że nie można zapewnić czy będą one na poziomach zadowalających rolników i pokrywających koszty produkcji, czy też nie. Z kolei, jeśli przyjdzie dobra koniunktura, to każdy chciałby wiedzieć jak długo ona potrwa. I na koniec, czy tych planów nie zniweczy afrykański pomór świń, który właściwie już dla wszystkich producentów świń jest jak tykająca bomba.

To z czym ciężko się pogodzić, sprzedając czasami świnie za półdarmo, to fakt, że później mięso i wędliny z nich pochodzące oferowane w sklepach są kilkakrotnie droższe. Wielkopolska Izba Rolnicza od 2010 r. monitoruje to zagadnienie, czyli rzeczywistą cenę tucznika w porównaniu do jego późniejszej wartości w detalu. Według ostatniej analizy przeprowadzonej przez WIR na koniec grudnia 2017 r., za tucznika rolnik otrzymał 445,50 zł, zaś za wyręby z niego pozyskane konsumenci zapłacili łącznie 1102,13 zł.

Opracowanie WIR. Na podstawie własnych notowań rynkowych obliczana jest wartość tucznika opuszczającego gospodarstwo hodowcy, a następnie porównywana z wartością nieprzetworzonego mięsa (wyrębów), według cen płaconych przez odbiorcę detalicznego.

Patrząc na wcześniejsze lata, WIR zwraca uwagę, że jedynie w 2015 r. wraz ze spadkiem ceny żywca spadła średnia cena mięsa. – Potwierdza to stawianą przez producentów rolnych tezę, że przetwórstwo i handel detaliczny do poprawy własnych wyników ekonomicznych bezlitośnie wykorzystują sytuacje załamania cen na rynku surowca. Interes rolnika nie jest w żaden sposób brany pod uwagę.

Tymczasem producenci rolni słusznie uważają, że gdyby w sytuacji dla nich kryzysowej odbiorca detaliczny mógł taniej nabyć mięso i jego przetwory, wywołałoby to wzrost popytu, co z pewnością przełożyłoby się na odwrócenie tendencji spadkowej ceny żywca. Podobny mechanizm oczywiście dotyczy także innych produktów rolnych, co nasze środowisko zawodowe słusznie uznaje za postępowanie nieetyczne. Padają przy tym przypuszczenia o stosowanie przez przetwórców zabronionej prawem zmowy cenowej, jednak jej skuteczne udowodnienie jest niezwykle trudne.

Jako rozwiązanie tej sytuacji Wielkopolska Izba Rolnicza podaje przykład rolników działających na zachodzie Europy, którzy są lepiej skonsolidowani i potrafią skrócić łańcuch pośredników w drodze wieprzowiny na półki sklepowe.

Na zachodzie Europy coraz częściej zawiązują się spółki, których udziałowcami są zrzeszenia spółdzielni rolniczych czy federacji grup producenckich. Zlecają one ubojniom i zakładom przetwórczym przerób własnego surowca, czego efektem jest zysk ze sprzedaży mięsa i wędlin, nie zaś samego żywca. Znane są także przykłady, w który spółki takie są właścicielami zakładów przetwórczych – czytamy w raporcie WIR.

Pin It on Pinterest

Share This